Historia Alternatywna – Bitwa pod Grunwaldem

bitwą pod Grunwaldem to było tak: Zachodnią Europę zaczęła gnębić pandemia choroby, zwanej syryjską dżumą. Szczególnie silnym jej źródłem były kraje niemieckie, Skandynawia, Wyspy Brytyjskie, Francja, Niderlandy. Dawała o sobie znać we Włoszech, Grecji, Hiszpanii i Portugalii.

Zjednoczeni w bólu przywódcy zachodnioeuropejskich krajów opracowali sposób walki z zarazą: Każdy kraj chrześcijański był zobowiązany przyjąć na swym terytorium po 1 zadżumionym na km2 pod rygorem zwiększenia świętopietrza i dziesięciny. Znajdująca się pod rządami bystrego starosty Jarosława Łokietka Polska stanowczo się temu sprzeciwiła. Łokietek argumentował, że dżuma syryjska przywędrowała do Europy z Niemiec i Polska nie zamierza brać odpowiedzialności za cudze błędy; ponadto zadżumieni cierpieli na zespół nabytego lęku przed Polską w szczególności, a krajami na wschód od Łaby w ogólności. Po prostu natychmiast wiali stąd na Zachód. Wytworzyła się podwójnie paradoksalna sytuacja: z jednej strony bogate królestwa Zachodu próbowały nam na siłę wrobić zadżumionych, którzy tu wcale nie chcieli być, z drugiej – Polska głośno, uparcie i niesympatycznie przeciwstawiała się polityce, która i tak nie doprowadziłaby do osiedlenia się zadżumionych.

Szczególnie ostro potraktował nasz kraj młody, ambitny książę lotaryński Emanuel Le’Klusk, który wręcz zagroził wyrzuceniem Polski z rodziny krajów chrześcijańskich i nawet zyskał poparcie nuncjusza papieskiego Timmmermansa. Oczywiście nie poszło o dogmaty wiary. Le’Klusk wiedział, że gospodarka Lotaryngii przeżywa kryzys, bo fabryki produkujące koła młyńskie zamierzano przenieść z jego księstwa do Wąchocka.

Między Polską a Lotaryngią zaczęło iskrzyć wcześniej, gdy nasz kraj zrezygnował z zakupu lotaryńskich strachów na wróble zwanych karakalami. Potężne siły, jakimi dysponowały Wielkie Królestwa Zachodu, wydawały się nie dawać Polsce żadnych szans w jej rozprawie z Zachodem. W samej Polsce nie brakowało ludzi, którzy nie wierzyli w możliwość zwycięstwa. Nic dziwnego, że nie brakowało zdrajców, którzy za pieniądze służyli Zachodowi. Najsłynniejszym z nich był giermek kaszubski – von Thusk.

Nie doceniono jednak sprytu Jarosława Łokietka. Ten oto uruchomił swego człowieka na Wschodzie. Zarośnięty i odziany w niedźwiedzią skórę bojar połocki – Maciarenko był  powszechnie podejrzewany o związki z moskiewskim carem, nazywany był zakonspirowanym, moskiewskim agentem. W rzeczywistości, cwany Maciarenko, który umiał robić z siebie głupiego, od dawna budował siatkę agentów na wschodzie, którzy w odpowiednim momencie przeszli na stronę Łokietka. W efekcie, gdy 15 lipca 1410 roku wojska oświeconego Zachodu wybrały się z karną ekspedycją na teren Polski, spotkały naprzeciw siebie nie tylko wojska Łokietka, ale także liczne pułki połockie i smoleńskie dowodzone przez Maciarenkę, a nawet jedną, prywatną chorągiew ruskiej mafii z Nowogrodu. Zanim to jednak nastąpiło, przywódcy antypolskiej krucjaty postanowili wywabić Polaczków z grunwaldzkich zagajników:

Wyślemy im 2 naładowane ajfony, te prymitywy na pewno się na nie skuszą. Podjechali tedy do wojsk polskich na simsonkach i oznajmili Łokietkowi: Wielki Mistrz, Jean Claude Juncker, śle Ci Panie te dwa naładowane ajfony, co byś łacniej mógł negocjować warunki kapitulacji.

Ajfonów ci u nas dostatek, ale i te przyjmiemy byście mogli gdzie dzwonić, gdy Wasza godzina wybije – odparł siedzący na kawasaki 1300 Łokietek.

Zaczęło się. Talent Maciarenki do mylenia przeciwnika bardzo się przydał, podobnie jak lekceważący stosunek do niego ze strony sprzymierzonych. Oni naprawdę uwierzyli, że on rozpyla sztuczny hel, lata samolotami z niełamiącymi się nigdy skrzydłami itd. Późnym popołudniem resztka wojsk Zachodu uciekła promem ze Świnoujścia do Szwecji, a stamtąd do Calais.

Wreszcie przyniesiono Łokietkowi zwłoki Junckera: spoko, do jutra wytrzeźwieje, dajcie mu parę butelek „muszynianki” i 3 tabletki witaminy „B” Forte – odparł Łokietek…

Jerzy Gawin