Wspomnienie o Henryku Kustrze

Zgon bohaterskiego weterana WP. Mamy w Canberze, Australii i Polsce wielki smutek.

Henryk jako junak w 2 Korpusie Polskim na Bliskim Wschodzie, 1942. Zdjęcie ze zbiorów rodzinnych

Odszedł do wieczności jeszcze jeden bohater Polskich Sił Zbrojnych, dzielny – młodziutki wówczas – żołnierz  wydarty sowietom – potem młodziutki uczestnik zwycięskich walk Drugiego Korpusu WP gen. W. Andersa pod Monte Cassino. Uroczy człowiek! Żołnierz i weteran (który nawet nie pogardził przyjaźnią ze mną). Ostatni raz widziałem śp. Henryka Franciszka Kustrę podczas Mszy św. w kościele w Ośrodku im. św. Jana Pawła II Księży Chrystusowców w Narrabundah w Canberze. Po nabożeństwie wypiliśmy filiżankę kawy.
Niestety właśnie tym razem nie widziałem go jak od dawna dumnie, przy hucznych oklaskach licznych „kanberczyków” z chodników, żwawo maszerującego ze sztandarem SPK w tradycyjnym marszu weteranów do Pomnika Anzac Memorial w Canberze w Anzac Day 25 kwietnia. Tak się stało, że wyjątkowo wtedy byłem w Szanghaju – po raz pierwszy od 1952 r. Po moim powrocie śp. Henryk powiedział mi, że tego dnia porządnie zmókł bo bardzo padało. Trzy dni potem już nie żył. Pożegnałem go – wraz z jego miłą rodziną i licznymi przyjaciółmi – podczas żałobnej Mszy św. w wypełnionym kościele 26 maja. Mszę św. żałobną – po polsku i angielsku – wzruszająco odprawił ks. kapelan Edmund Budziłowicz tch. Wruszająco pożegnali go m. in. ambasador RP Paweł Milewski ze swoimi współpracownikami. 
Henryk Kustra nie dał się Niemcom ani sowietom, walczył pod Monte Cassino. Brał czyny udział w życiu Polonii. Można o nim pisać i pisać. Jest o czym!

Eugeniusz Bajkowski


10 maja tego roku zginął w wypadku samochodowym w Canberze Henryk Kustra, kapitan rezerwy Wojska Polskiego, lwowiak, sybirak, żołnierz II Korpusu Wojska Polskiego z czasów II Wojny Światowej, uczestnik bitwy pod Monte Cassino.

Któż w Canberze w środowisku polskim nie znał pana Henryka?! Mimo, że mieszkał w naszym mieście zaledwie od kilku lat po 60 latach spędzonych w Collaroy na północnych krańcach Sydney. Przeniósł się tu ze swoją żoną, gdyż tu mieszkała jego córka, Maris i jej najbliższa rodzina a to gwarantowało najlepsze warunki na ostatnie lata ich życia. 
Pan Henryk był ostatnim żołnierzem polskim, który maszerował w defiladach wojskowych z okazji Anzac Day and Remembrance Day w Canberze. Dowiedziawszy się o śmierci swojego pradziadka jego 6-letni prawnuczek   Henry zapytał swoją mamę: „Kto będzie teraz nosił flagę dla Polski?”
Pan Henryk Kustra przyszedł na świat we Lwowie w rodzinie polskiego policjanta z początkiem 1926 roku. Miał starszego brata o dwa lata i młodszą o rok siostrę. Niestety matka umiera bardzo wcześnie, gdy Henryk miał 6 lat. Po wybuchu II wojny światowej i następnie agresji sowieckiej na Polskę, Lwów dostaje się w ręce rosyjskie. NKWD (tajna policja sowiecka) poszukuje ukrywającego się ojca Henryka i wreszcie udaje im się go aresztować. Z początkiem 1940 roku przyszli, aby aresztować całą trójkę rodzeństwa Kustrów. Siostra przebywała poza domem więc zabrano 14-letniego Henryka i jego brata. Jak mówił eskortujący ich żołnierz sowiecki, mieli szczęście, gdyż wysyłano ich do wschodniego Kazachstanu leżącego na południe od Syberii, a więc najzimniejszych obszarów Rosji Sowieckiej. Mimo tak zwanego „szczęścia” temperatura w Kazachstanie potrafiła spadać do -60 stopni. Po ponad rocznym okresie ciężkiej pracy na farmie hodowlanej koni dla armii sowieckiej i przetrwaniu tylko dzięki zaprzyjaźnieniu się z rodziną kazachską, która udzieliła im schronienia, przyszła tak zwana „amnestia” dla obywateli polskich.
Henryk z bratem Tadeuszem dostali się do Krasnowodska nad Morzem Kaspijskim do obozu junaków polskich. Dopiero po kolejnym roku udało się braciom opuścić „nieludzką ziemię” odpływając do Pahlavi w Persji. Niestety Tadeusz był poważnie chory na tyfus a Henryk cierpiał na malarię. Po przybyciu do Persji Henryk zabrany został do szpitala nie wiedząc, co dzieje się z jego starszym bratem. Po wyzdrowieniu dowiedział się, że Tadeusz zmarł bezpośrednio po przyjeździe do Persji.

 

Henryk ze swoimi wnuczkami, Tia Giacomin i Shane Kennedy. Zdjęcie ze zbiorów rodzinnych

Henryk ze swoimi wnuczkami, Tia Giacomin i Shane Kennedy. Zdjęcie ze zbiorów rodzinnych

Henryk obchodzi swoje 91 urodziny w Klubie Seniora w Canberze. Zdjęcie Stefan Gajewski

Henryk wstąpił do formującego się wojska polskiego i został wysłany do Egiptu na naukę angielskiego i do Szkoły Radiotelegrafistów. Z początkiem 1944 ląduje w południowych Włoszech z II Korpusem Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Monte Cassino, jedna z najcięższych bitew II Wojny Światowej, w której wsławiły się oddziały polskie zakończyła się sukcesem aliantów. Po blisko półrocznych walkach otwarto drogę na Rzym, zmuszając Niemców do odwrotu. Kampania włoska była ostatnią batalią dla Polaków.
Tak zakończyła się wojna, w wyniku której nie było dokąd wracać dla 19-letniego Henryka, gdyż Lwów dostał się w ręce sowieckie. Po kilkuletnim pobycie w Wielkiej Brytanii postanowił wyjechać do Australii. Po latach pracy w projekcie Snowy Mountains, postanowił przenieść się do Sydney i za poradą byłych żołnierzy australijskich, których spotkał na Bliskim Wschodzie, postanowił zakupić ziemię w Północnym Sydney. Tu ożenił się z piękną i odważną spadochroniarką szkocką, z którą miał trójkę dzieci. Collaroy stało się ich domem, aż do czasu przeniesienia się do stolicy kraju przed 7 laty. 
Trzeba jeszcze dodać, że po długiej trwającej ponad 19 lat rozłące i wieloletnich poszukiwaniach udało się Henrykowi odszukać swoją siostrę Marię, która czekała na swoich braci we Lwowie. Nie bez trudności, gdyż oficjalny okres repatriacji Polaków z dawnych terenów polskich już się zakończył, udało się przenieść Marii do Gliwic, gdzie do tej pory mieszka. Widywali się z Henrykiem wielokrotnie. Poza swoją siostrą i małżonką, Henryk pozostawił po sobie trójkę dzieci, troje wnucząt i trójkę prawnuczków.

Stefan Gajewski